Cattleya Ci wszystko wybaczy

Śmiechom zaraz nie będzie końca :)

Sytuacja z tych dosyć niespodziewanych.
Powlekłem się do pomieszczenia mego gospodarczego (uprzednio naciągłem gumofilce, bo ślisko od obornika było - żartuję, w bloku z płyty mieszkam, ale pomieszczenie mam :) ) by spakować roślinę do wysłania.
Malutka, to stękam, prukam i szukam kartona.
Na pawlaczu paczam, a tam jest taki mały skur...czybyk.
No to dawaju go.
Pech chciał, że spadł mi na łep.
Dzięki Bogu, ja nie Hanka Mostoska i mnie nie zabił.
Wyszedłem z tego z tylko złamaną ręką!
A skurczybyk pusty był.
Strach pomyśleć, co by się stało gdyby w środku było dajmy na to 10 deko pierza.
Śmierć w oczach!

No, ale wracając do tematu.
Spadł mi on na łep.
Po chwili się ockłem i wróciłem do pakowania.

Roślina owinięta w papiera, trzeba paczkę wypełnić.
To bierę z innego kartonu jakieś śfistki, szmery i bajery.
Nagle napotykam na coś twardego! 
Bierę to do ręki...
I czuję, że już twardsze być nie może.

Przecieram moje piękne łoczęta i łoczętom nie wierzę.
Co ja paczam?
Zawiniątko.
Już myślałem, że to jakaś kolumbijska sztabka, ale paczę na nadawcę i datę.
Dobry miesiąc już u mnie, toć bym takie tam wyniuchał, nie?

Rozwijam se zawiniątko i dalej paczam.
Moim oczom się ukazał czubek liścia.
Rozwijam se dalej.
Paczam, jakieś PSB.
I to nawet żyje!

Poczułem w sobie ducha ratownika medycznego, toć 3 lata temu nudne szkolenie medyczne żem przeszedł ośmiogodzinne (z jedną 5 minutową przerwą).
Rwę papier jak Reksiu szynkę.

Aaaaa jest i fiszka.
Kurdę. Zawsze o niej marzyłem.
Zawsze chciałem kupić.

W paczce była sadzonka nie byle jaka.
Cattleya warsewiczii var semi alba.

I to już nawet nie żart.

Żywa, niezasuszona sadzonka mojej wymarzonej Cattleyi.
W dodatku żeby było śmieszniej z rosnącym przyrostem.

Przez ten miesiąc roślina nie była podlewana, nie widziała światła, a jednak żyje.
Jedyne co, lekko zmarszczył się starszy liść.

Jak w tej starej dobrej, polskiej piosence.

Cattleya Ci wszyyyystko wybaczy.


Morał sam się nasuwa.
Jeśli wysyłacie komuś gratisowe rośliny, uprzedźcie go o tym.
To zawiniątko było tak małe, że w dużym kartonie, w którym było kilka roślin, nie zauważyłem takiej małej perełki.


 Nie wiem czy to ja więcej mam szczęścia, czy ta roślina.
Niemniej spełniło się moje marzenie - mam warsewiczii.

I tym oto pogodnym akcentem kłaniam się w pas, szorując nosem podłogę i życzę Państwu radosnej wieczorynki!

Ps. Tak jeszcze posłowiem.
Myślę, że to Hanka Mostowiak rzuciła mi rękawice zza grobu i ja to wyzwanie niczym dumny rycerz podejmuję.








Komentarze

Prześlij komentarz